Najtrudniejsze pięć minut

Cykl: „Zatrzymać się na chwilę” |  📅  9 sierpień 2026 r. |⏱️ 4 min czytania

Autor: Joanna Goc-Matyskiel  

Nie wiem, ile razy usłyszałam od opiekunki zdanie: „Chyba mogłam zrobić więcej…”. Wiem natomiast, że niemal zawsze pada po trudnym poranku. Po takim, kiedy dziecko długo płakało, nie chciało puścić mamy albo odrzucało każdą propozycję zabawy.

Za każdym razem, gdy je słyszę, przychodzi mi do głowy to samo pytanie.

Skąd właściwie wiemy, że zrobiłyśmy za mało?

Czy na pewno to jest miara dobrej pracy?

Od lat obserwuję pracę opiekunek w żłobkach. Rozmawiam z nimi po szkoleniach, towarzyszę im podczas obserwacji i wracam do tych samych placówek po kilku miesiącach, by zobaczyć, jak zmienia się ich codzienność. Im dłużej to robię, tym częściej dochodzę do jednego wniosku – wiele opiekunek ocenia swoją pracę przez pryzmat czegoś, na co nie zawsze mają wpływ.

Przez pryzmat dziecięcych łez.

Jeśli dziecko szybko się uspokoiło, poranek uznajemy za udany. Jeśli płakało dłużej, gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl: „Może mogłam zrobić coś inaczej…”

To zrozumiałe. Dziecięcy płacz porusza również dorosłych. Chcemy pomóc, uspokoić dziecko i sprawić, żeby znowu było dobrze. To piękny odruch. Problem zaczyna się wtedy, kiedy dziecięce łzy stają się dla nas oceną własnej pracy.

  Warto wiedzieć:

Płacz nie jest oceną. Jest informacją – informacją o tym, że dziecku właśnie jest trudno.

 To, czego często nie widać

Przez lata obserwowałam setki porannych rozstań. Widziałam opiekunki z ogromnym doświadczeniem i takie, które dopiero rozpoczynały swoją drogę zawodową. I wiesz, co najbardziej zwróciło moją uwagę? Te najlepsze wcale nie próbowały za wszelką cenę jak najszybciej zatrzymać dziecięcych łez.

  Dobra praktyka:

  • Najpierw zatrzymywały się przy dziecku.
  • Siadały obok.
  • Mówiły spokojnym głosem.
  • Czekały.

Z zewnątrz nie wydarzyło się nic spektakularnego. Dziecko nadal płakało. Opiekunka nadal siedziała obok. Ktoś, kto zajrzałby wtedy do sali, mógłby pomyśleć, że nic się nie zmienia.

A ja miałam poczucie, że właśnie dzieje się coś bardzo ważnego.

Małe dziecko nie przychodzi do żłobka z umiejętnością radzenia sobie z rozstaniem. Dopiero się jej uczy. Nie dlatego, że ktoś powie: „Nie płacz. Mama wróci.” Uczy się dlatego, że wielokrotnie doświadcza podobnej sytuacji: rozstania, trudnych emocji, obecności spokojnego dorosłego i stopniowego powrotu do równowagi.

Każdy taki poranek zostawia w dziecku ślad. Nie od razu go widać. Ale właśnie z takich doświadczeń krok po kroku buduje się poczucie bezpieczeństwa. Trochę jak z fundamentami domu – nie zwracamy na nie uwagi każdego dnia, a jednak to one decydują o tym, co wydarzy się później.

 Relacja przechodzi swój najważniejszy egzamin

Od kilku lat bardzo dużo mówimy o budowaniu relacji. I bardzo dobrze. Czasem jednak odnoszę wrażenie, że relację kojarzymy głównie z uśmiechem, udaną zabawą i dzieckiem, które z radością biegnie do sali.

A przecież relacja najczęściej buduje się wtedy, kiedy jest trudno.

Od dawna towarzyszy mi jedno zdanie:

„Najważniejsze w porannym rozstaniu nie jest to, że rodzic wychodzi. Najważniejsze jest to, że ktoś inny zostaje.”

Mam wrażenie, że właśnie w tym słowie „zostaje” mieści się cała istota pracy opiekunki. Nie chodzi tylko o fizyczną obecność. Chodzi o spokojny głos, cierpliwość i gotowość, by nie uciekać od dziecięcych emocji, ale zostać przy dziecku także wtedy, kiedy jest mu trudno.

Bo właśnie wtedy dziecko doświadcza czegoś, co zostanie z nim na długo.

Być może za kilka miesięcy nie będzie pamiętało konkretnego poranka ani tego, ile trwał jego płacz. Jest jednak duża szansa, że zapamięta coś znacznie ważniejszego.

Że kiedy było trudno, ktoś spokojny był obok.

Na jutro: zatrzymaj się na chwilę

Jutro rano prawdopodobnie znowu usłyszysz dziecięcy płacz.

Być może znowu przez chwilę pomyślisz:

„Co mogę zrobić, żeby przestało płakać?”

Zanim zaczniesz szukać odpowiedzi, zatrzymaj się na moment i zadaj sobie inne pytanie.

 Pytanie do refleksji:

„Jakiego dorosłego potrzebuje ode mnie to dziecko właśnie teraz?”

Porażką nie jest poranek, w którym dziecko płakało.

Porażką byłby poranek, w którym zostało z tym płaczem samo.

 Joanna Goc-Matyskiel

Trenerka, doradczyni i specjalistka w zakresie rozwoju instytucji opieki nad dziećmi. Absolwentka studiów pedagogicznych i szkoleń trenerskich, od wielu lat zaangażowana w projekty  wspierające jakość edukacji i opieki w Polsce. Posiada doświadczenie w pracy z dyrektorami, opiekunami, rodzicami oraz samorządami, prowadząc szkolenia i konsultacje odpowiadające na ich realne potrzeby.   

W ramach projektu Mazowiecka Akademia Rozwoju Żłobków wspieramy m.in. kadrę placówek opiekuńczych.

Sprawdź nasze nadchodzące szkolenia oraz materiały edukacyjne.

👉 Zobacz harmonogram wsparcia i weź udział w szkoleniach – (Link)

2026 Ta Szansa